|
Jill Scott "Live in Paris”

Oto jeden z najlepszych zarejestrowanych koncertów live jakie miałam okazje usłyszeć. Oto jedna z najlepiej zagranych i zaśpiewanych płyt, jakie słyszałam. Oto jedna z najbardziej osobistych płyt, jakie słyszałam. Jill Scott to nieziemska osobowość, niespotykana muzykalność, genialny głos, muzyka, która ożywia duszę. To artystka, która najpiękniej realizuje znaczenie słowa Soul, grając właśnie Soul. Koncert jest dynamiczny jak i melancholijny, zaskakuje aranżacjami wielkich hitów ("Golden”, "He Loves Me”), które nie raz, nie dwa towarzyszyły MMI w zespołowych chwilach. Właśnie dlatego zasługuje na wyróżnienie, ponieważ inspiruje i daję wielki ładunek energii a głos i osobowość Scott sprawia, że jest to również niepowtarzalne, osobiste spotkanie z artystą prawdziwym, szczerym i zadowolonym z życia.
Erik Truffaz "The Dawn”

Po przesłuchaniu tego albumu już nigdy więcej nie będziesz się zastanawiał nad tym, czym jest jazz i co więcej, jak się go gra. Muzyka Traffaz raz na zawsze kończy dyskusje na temat gatunków i ich odrębności, a co więcej, pokazuje, że nie warto jednym gatunkiem mówić się o muzyce. Nie tworzy się też w jakimś konkretnym gatunku. Tworzy się poprzez osobistą wypowiedź, której podporządkowane są wszystkie potrzebne środki wyrazu. To sprawia, że doświadczamy jedynej w swoim rodzaju jakości – genialnej harmonii, w której rodzą się piękne melodie. Do tego świetne teksty i głos jednego z najlepszych raperów z tamtej strony globu (Nya). Wszystko w tempie miasta, które przeraża, ale jest też schronieniem.
Lenny Kravitz "Mama said"
Naśladując klasyków Lenny Kravitz sam stał się klasykiem. Na płycie "Mamma said" słychać wszystkie muzyczne fascynacje artysty. Od mistrzów jazzu i bluesa, poprzez gigantów epoki hipisowskiej, na funkowo rockowych gwiazdach skończywszy. Wszystko to Lenny miesza i podaje nonszalancko, w zaskakująco lekkiej i różnorodnej formie. Tym ciekawsze, że środki są tu nadzwyczaj ubogie. Ot, sucha gitarka, albo gitarka z przesterem. Tu organy, tam kwartecik. Całość nagrana bardzo blisko i surowo. Siła tej płyty tkwi w rewelacyjnych i świetnie zaaranżowanych kompozycjach, które wykonywane są raz z dziką energią (ostre "Always on the Run"), kiedy indziej dziecinnie lekko ("It ain't Over Till it's Over") albo wręcz intymnie (moje ulubione "Flowers For Zoe"). Do tego parę zapadających w ucho riffów, parę ballad... i klasyczna płyta gotowa.
David Daniels "Handel: Operatic Arias"
Czy barokowe maszyny do śpiewania - kastraci - odnieśliby dzisiaj równie oszołamiający, artystyczny sukces? Niewiadomo. Wiadomo jednak, że kiedyś ich głos zniewalał i porywał tłumy. Jeżeli chcesz się przekonać jak mogli brzmieć, powinieneś posłuchać Davida Danielsa. Jako dziecko śpiewał sopranem, jako młodzieniec tenorem i barytonem. Jako mężczyzna został kontratenorem. Płyta z udziałem znakomitej Orchestra of The Age of Enlightenment pod dyrekcją Sir Rogera Norringtona, jest kompilacją Hendlowskich arii pisanych specjalnie dla kastratów. Przepiękny, ciepły i manieryczny głos Danielsa brzmi tu miejscami jak głos kobiety. I to kobiety, do której się ciągle wraca...
|